Igliński
Igliński Igliński Igliński
Nadużycie pozycji dominującej na przykładzie praktyk cenowych w świetle prawa polskiego i amerykańskiego – szkic

Artur Igliński

  

Nadużycie pozycji dominującej na przykładzie praktyk cenowych w świetle prawa polskiego i amerykańskiego – szkic.

 

Prawicy chyba lubią paradoksy. Prawo antymonopolowe, a ściślej jego początki, upływają właśnie pod znakiem paradoksów. Na miano paradoksu zasługuje bowiem fakt, iż pierwsza na świecie ustawa antymonopolowa, tj. ustawa Shermana z 1890 r. spowodowała w kolejnych latach, tj. od 1895 do 1905 bardzo liczne fuzje. Czy to nie paradoks, że ustawa wymierzona przeciwko wielkim korporacjom, sprawia, iż przedsiębiorstwa zaczynają się masowo łączyć, robiąc się coraz większe i większe. Także jako paradoks można ocenić fakt, że Sherman Act został wydany po to, aby wymuszać większą efektywność na przedsiębiorstwach oraz niższe ceny. Wejście w życie ustawy nastąpiło zaś po dekadzie niebywałego wzrostu produkcji połączonego z trwałą obniżką cen wielu towarów i usług.

W Polsce prawo antymonopolowe jest nadal dyscypliną bardzo młodą a więc problematyka, którą ona normuje, jeszcze nie jest w pełni poznana. Przy tym znaczenie prawa antymonopolowego cały czas rośnie.

Z kolei sprawy karteli i monopoli, zajmują poczesne miejsce w regulacjach traktatowych Wspólnoty Europejskiej, do członkowstwa w której aspiruje Polska. Jednym z najważniejszych celów Wspólnoty jest zapewnienie, aby konkurencja w ramach rynku wewnętrznego nie uległa zakłóceniu. Przepisy antymonopolowe zostały wydane właśnie po to, aby chronić konkurencję przed zakłóceniami.

Prawo antymonopolowe ma w Polsce krótką historię. W okresie międzywojennym można mówić o epizodycznej ustawie o kartelach z 1933 r. Kolejny etap wyznacza uchwalenie w 1987 r. ustawy o przeciwdziałaniu praktykom monopolistycznym w gospodarce narodowej. Prawo antymonopolowe jako dyscyplina naukowa dopiero obrasta orzecznictwem i literaturą. Z tej racji zarówno doktryna jak i orzecznictwo niejdnokrotnie sięga do dorobku prawa obcego. O ile w przypadku prawa wspólnotowego, te nawiązania są dość liczne, o tyle w przypadku prawa amerykańskiego raczej rzadkie. Jest to o tyle niezadowalająca sytuacja, iż amerykańskie prawo antytrustowe ma za sobą najdłuższą tradycję na świecie, a co się z tym wiąże - dorobek sądownictwa federalnego oraz doktryny jest tam bogaty. Nadto trzeba wspomnieć, iż z osiągnięć amerykańskiej judykaury i piśmiennictwa korzysta również prawo wspólnotowe.

Zdecydowana większość wyroków Sądu Antymonopolowego dotyczy właśnie bezprawnego użycia siły rynkowej przez przedsiębiorców zajmujących pozycję dominującą. Pośród nich można wymienić takie podmioty, jak np. Poczta Polska, TP S.A., Lasy Państwowe, ale także Fiat Auto Poland, gazownie, elektrociepłownie, przedsiębiorstwa wodno-kanalizacyjne.

Ustawa z dnia 15 grudnia 2000 r. o ochronie konkurencji i konsumentów - rozumie przez pozycję dominującą – pozycję przedsiębiorcy, która umożliwia mu zapobieganie skutecznej konkurencji na rynku właściwym przez stworzenie mu możliwości działania w znacznym zakresie niezależnie od konkurentów, kontrahentów oraz konsumentów; domniemywa się, że przedsiębiorca ma pozycję dominującą, jeżeli jego udział w rynku przekracza 40%. W tym miejscu można wysunąć postulat stworzenia pewnego „bezpiecznego portu” dla przedsiębiorców, tj. przyjęcie jakieś granicznej wielkości udziału rynkowego, poniżej której organ antymonopolowy nie badałby, czy dany podmiot posiada władzę dominującą czy też jej nie posiada. Już obecnie w ustawie funkcjonuje podobna instytucja, zawarta w art. 6 ust. 1, który wyłącza, m.in. spod zakazu porozumień, takie umowy pomiędzy konkurentami, których łączny udział w rynku nie przekroczył 5%.

Wydaje się, że podobne uregulowanie mogłoby być wprowadzone obok zakazu nadużycia pozycji dominującej i dotyczyć tych przedsiębiorców, których udział w rynku nie przekracza, np. 25%. Dla kontrastu można by dodać, że w Stanach Zjednoczonych domniemywa się posiadanie władzy monopolistycznej (warunkującej postawienie zarzutu monopolizacji), o ile udział w rynku danego podmiotu przekracza 70%.

Inną propozycją jest rozszerzenie katalogu kryteriów, które należy wziąć pod uwagę przy wydzielaniu rynku właściwego. Polska ustawa wymienia pewne kryteria w tym zakresie, ale jak twierdzą niektórzy jest to wyliczenie enumeratywne, a nie przykładowe. Otóż nie można zgodzić się z tym poglądem, albowiem pierwszorzędną zasadą przy wyodrębnianiu rynku właściwego spośród innych rynków powinno być to, aby uchwycić rzeczywiste relacje pomiędzy podmiotami działającymi na tym rynku. Zbyt szerokie wykreślenie rynku właściwego sprawi, że nie da się ustalić pozycji dominującej danego przedsiębiorcy. Z kolei zbyt wąskie wydzielenie odnośnego rynku pozwoli przypisać siłę rynkową przedsiębiorcy, który jej w rzeczywistości nie posiada.

Z tym samym uzasadnieniem, jak powyżej, postuluje się korzystanie ze sprawdzianu krzyżowej elastyczności popytu, a także testu substytucyjności produkcji. Wszystko po to, aby precyzyjnie wydzielać rynek właściwy, co jest generalnym założeniem metodologicznym w orzecznictwie europejskich organów antymonopolowych i za czym opowiadał się także Sąd Antymonopolowy.

Sąd Antymonopolowy rozumie pod pojęciem „nadużycia” bezprawne zastosowanie siły rynkowej oraz wymuszanie uczestnictwa w rynku na zasadach narzuconych, z reguły mniej korzystnych niżby to wynikało z działania nieskrępowanych mechanizmów rynkowych w warunkach istnienia konkurencji.

Warto skorzystać z dwóch innych pomocniczych metod analizy. Po pierwsze, poprzez zbadanie, czy przedsiębiorca, zajmujący pozycję dominującą w sposób niedozwolony nie wykorzystał swobody rynkowej, którą daje mu ta pozycja. Niezależność przedsiębiorcy od kontrahentów oraz konsumentów jest podstawowym wyznacznikiem pozycji dominującej (art. 4 pkt 9 ustawy). Jeśli zatem przedsiębiorca nie będzie korzystał z owej niezależności, a tym samym nie będzie stawiał siebie ponad regułami konkurencji, z pewnością nie będzie mu można zarzucić nadużycia pozycji dominującej.

Inną metodę mogłoby stanowić kryterium interesu konsumentów: na gruncie ustawy antymonopolowej można by dopuścić praktykę, która nie uderzałaby w interesy konsumentów. W wielu wypadkach nie da się równocześnie chronić konkurentów, konsumentów i konkurencji. Można by zaryzykować tezę, że to co dobre dla konsumentów, jest też korzystne dla konkurencji. Orzecznictwo federalne niejednokrotnie posiłkuje się właśnie omawianym kryterium w celu ustalenia, czy doszło do nadużycia władzy monopolistycznej. Jest ono bardziej konkretne i jasne aniżeli abstrakcyjne pojęcie konkurencji. Tym niemniej, brak jest narzędzia, które precyzyjnie pozwoliłoby oddzielać zachowania zabronione przez ustawę od tych dozwolonych. Ocena danej praktyki możliwa jest ad casu, a nie generalnie.

Niejako klasycznym przykładem nadużycia pozycji dominującej są niedozwolone praktyki cenowe. Strategie monopolisty zasadzają się bowiem, przede wszystkim, na odpowiednim ustaleniu ceny oferowanego produktu lub usługi. Praktyki cenowe są jaskrawą egzemplifikacją niedozwolonego wykorzystywania przewagi rynkowej. Wymieńmy tu narzucanie cen nadmiernie wygórowanych albo rażąco niskich, a także stosowanie niejednolitych cen w podobnych umowach z osobami trzecimi. Warto wspomnieć, że w prawie federalnym nie jest zabronione pobieranie cen nadmiernie wygórowanych. Uznaje się, że monopolista winien mieć możliwość ustalenia cen na tak wysokim poziomie, jak tego sam chce.

Art. 8 ust. 2 pkt 1 ustawy formułuje generalny zakaz narzucania cen nieuczciwych, uważając za takie: ceny nadmiernie wygórowane lub rażąco niskie. Tak szeroki zakaz należy uznać za niewłaściwy, albowiem narusza on zasadę pewności co do prawa. Ustawodawca nie podał żadnych kryteriów wyznaczania ceny nieuczciwej, a samo określenie „nieuczciwy” nie jest tu pomocne, jak to już zostało wskazane w pracy. Nadto, terminy „nadmiernie wygórowane” oraz „rażąco niskie” są zwrotami niedookreślonymi, które także nie pomagają w interpretacji badanego przepisu. Jeśli chodzi o „ceny rażąco niskie” lepsza była redakcja poprzednio obowiązującego przepisu, który węziej odwoływał się do kwestii nieuczciwych cen, zakazując precyzyjniej sprzedaży poniżej kosztów w celu eliminacji konkurentów.

Można by zaproponować średnie koszty zmienne jako podstawę swej oceny, czy dana cena była ustalona poniżej kosztów czy też nie. Niezależnie od powyższego, opowiedziano się także za badaniem czy praktyka, eliminacji konkurenta poprzez ustalenie cen poniżej kosztów, miała w ogóle szanse powodzenia.

 W kwestii nadużycia pozycji dominującej polska regulacja jest zharmonizowana z rozwiązaniami funkcjonującymi we Wspólnocie Europejskiej, żeby nie powiedzieć, że jest ich wiernym odwzorowaniem (por. art. 8 ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów z art. 82 Traktatu Rzymskiego). Warto, aby polskie organy antymonopolowe częściej odwoływały się wprost do dorobku Trybunału Sprawiedliwości. Krok taki, biorąc pod uwagę powyższe, byłby zupełnie uzasadniony.

 

Poznań 2002

 
Copyrights 2009-2019 Igliński